

Ogródek z którego pochodzi lawenda należy do mojej mamy. Ja niestety nie polubiłam się z kwiatami, chociaż ostatnio się to zmienia (może z wiekiem to przychodzi). Mam nadzieję że jak już będę mieć swój ogródek to współpraca między mną a wszelaką roślinnością będzie już na etapie przyjaźni. Dawniej układało się to różnie, przeważnie kończyło się śmiercią kwiatka. Ale zmieniło się to jakieś 3 czy 4 lata temu jak dostałam pierwszego storczyka, tak mi się spodobał że dokupiłam sobie kilka sztuk więcej. Zaczęłam o nie dbać i tak już sobie żyją te kilka latek więc nie jest ze mną tak źle. W tym roku znów postanowiłam posadzić sobie kilka kwiatów na balkonie i jak do tej pory rosną, nawet całkiem dobrze się mają. Dwa lata temu posadziłam sobie bukszpany w doniczkach, niestety ja popadam w skrajności bo albo roślinę zasuszę albo ją przeleję i tak było z moimi nieszczęsnymi bukszpanami.

No ale wracając do tematu lawendy... a że lubię ją obcinać to zrobiłam to gdy nadarzyła się ładna, bezdeszczowa pogoda. Od razu układałam w małe bukieciki do zasuszenia, rok temu najpierw pozbierałam a dopiero potem układałam ale przy takim sposobie jest więcej roboty. A że są trzy odmiany lawendy jedną postanowiłam przerobić na lawendowe pałeczki, idealnie się do tego nadają, gdyż mają bardzo długie łodygi (albo to wynik mojej hodowli bo też miałam je pod swoimi skrzydłami w doniczkach teraz rosną w ziemi i nadal mają długie łodygi). A efekt oceńcie sami ...
 |
| Taki kolega się trochę zdenerwował że mu zabieram kwiaty i nie odstępował mnie a dokładniej koszyczek na krok |
Aniu dla mnie takie pałeczki to czarna magia!!!...a moje dwa krzaczki tez wysokie-aż musiałam je podwiązać!!!
OdpowiedzUsuńps...wejdź w ustawienia-w komentarze i tam zlikwiduj moderowanie komentarzy:))
Piękne te pałeczki ;) i Twoja Mama ma aż tyle dorodnej lawendy!! pięknie w ogrodzie macie!
OdpowiedzUsuń