wtorek, 28 kwietnia 2015

Tegoroczna odsłona balkonu

Witajcie

W poprzednim poście obiecałam że pokażę Wam balkon po przemeblowaniu. No to jest :) nie wiele się na nim zmieniło bo wykorzystałam w większości meble które już miałam, oprócz jednego ale o tym dalej. Na pewno najważniejsza zmiana to taka że mam zadaszenie na całym balkonie więc jak pada nie muszę już chować sprzętów pod dach. Jeśli chcecie zobaczyć balkon z zeszłego roku to zapraszam tu. 



Posadziłam już część kwiatków głównie bratki, lobelie, bakopę i trochę begonii. Posadziłam też pnącza ale zobaczymy czy się przyjmą, chociaż marzy mi się dużo zielonego na poręczach coby trochę od wiatru i oczu innych się oddzielić. Narazie jeszcze mało zielonego ale liczę na to że za miesiąc lub dwa będzie lepiej. 


A tu mój nowy nabytek. Kiedyś na jesień pojechałam w sobotę na rynek (z resztą jestem uzależniona i w każdą sobotę jadę zobaczyć co tam ciekawego panowie przywieźli :) ) i wypatrzyłam go - wiklinowy fotel. Chciałam taki mieć ale nowe mają trochę zawrotną cenę i szkoda by mi go było wystawić na balkon. Takim sposobem nabyłam owy fotel i teraz jest gdzie pić balkonową kawkę przy książce. Przetestowałam dzisiaj. 


A tu już szerszy widok na balkon. 






Kilka zbliżeń na kwiatki :) 




Zasypałam Was zdjęciami, myślę że się nie zanudzicie ale ciężko jest wybrać tylko dwa czy trzy. Oj dobrze że skorzystałam z porannego słoneczka bo właśnie się zachmurzyło i będzie burza. Byle szybko się skończyła bo bardzo jej nie lubię chociaż wiem że deszcz jest potrzebny ale jednak te grzmoty i błyskawice jakoś mnie przerażają. 

pozdrawiam
Ania

PS. mam nadzieje że w weekend majowy dopisze pogoda bo chciałabym skorzystać z grilla, chodzi za mną kiełbaska usmażona na grillu. Pomimo tego że w sobotę pracuję chciałabym spędzić pozostałe dwa dni w gronie rodzinki i cieszyć się słoneczkiem. 

wtorek, 21 kwietnia 2015

Weselnie

Witajcie

W miniony weekend mieliśmy wesele mojego brata. Wszystko się udało tylko pogoda nam nie bardzo sprzyjała. Ale jej też daliśmy radę. Bawiliśmy się długo bo aż dwa dni, oczywiście synek bawił się z nami. W pierwszy dzień było mało dzieci więc częściej bawił się i tańczył z nami. W drugi dzień biegał już z dziećmi. Niby to wesele mojego brata ale jestem bardziej zmęczona po nim niż po swoim :) może to już nie te lata a może co innego miało na to wpływ. 


 Dzisiejszy post będzie scrapowy, pokażę Wam resztę papierowej oprawy którą robiłam. Dużo zdjęć będzie chociaż i tak ograniczyłam się do minimum :)

no to zaczynamy od winietek na stół: 



Kolejne to etykietki na butelki - przepraszam za zdjęcie ale robione było na weselu zapomniałam zrobić przed oddaniem. 


Pamiętacie jak wspominałam że chciałam im zrobić jakąś niespodziankę to jedna z nich pudełko na koperty żeby nie musieli ich trzymać:


Drugą niespodzianką były kieliszki do szampana (chociaż te długo nie pożyły bo były potrzaskane przez młodych w drobny mak) oraz kieliszki do wódki.




No i przyszła kolej na kartki które dostali, taka nie typowa bo zielona ode mnie - chociaż taką przyjemność chciałam sprawić mojemu bratu. Ponieważ zielony to jego ulubiony kolor a że chciał taki kolor na zaproszeniach i reszcie tyle że teraz już żona miała wybraną inną kolorystykę na wesele:)



Kartka od naszych rodziców również zrobiona przeze mnie



Przy okazji pokaże jeszcze kartkę którą zrobiłam na ślub mojej koleżanki:



Wiem pewnie zanudziłam Was tymi papierowymi tworami ale przyznam się że robiłam z mamą jeszcze ślubną dekorację domu ale przez całe to zamieszanie nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Liczę na to że fotograf coś uwiecznił więc może jeszcze coś pokażę. 

Może następnym razem pochwalę się przemeblowaniem na balkonie ale liczę na trochę lepszą pogodę bo przy tym zimnym wietrze nie chce się wychodzić z domu. Wesele za nami więc znajdzie się więcej czasu na inne rzeczy.

pozdrawiam
Ania

sobota, 4 kwietnia 2015

Wielkanoc

Witajcie

Oj dawno mnie tu nie było :( Za mną ciężki miesiąc, dziękuję Wam za życzenia udanego urlopu. Przydały się bo urlop to był jedyny dobry okres w marcu, potem się już posypało. A wszystko zaczęło się od choroby mojego męża. Potem zaraził mojego syna a ja chwilę po nim też się rozchorowałam. Dawno tak źle nie znosiłam choroby (albo to taka choroba), tak osłabiła mnie że nie miałam siły na nic. Kiedy udało nam się wyjść z jednej choroby i było dobrze przez dwa dni, przyplątała się kolejna. 


Tym razem zaczęło się od synka (zaraził się w żłobku) potem ja i skończyło się na moim mężu. Można powiedzieć że mieliśmy takie rodzinne chorowanie które przeciągnęło się na ponad połowę miesiąca. Przez choroby w pracy też mi za bardzo nie szło więc to też nie poprawiało mi humoru.


Przez to całe chorowanie nawet nie cieszyły mnie zbliżające się święta Wielkanocne. Nie miałam chęci na dekorowanie i kupowanie czy zrobienie nowych dekoracji. Tydzień temu zebrałam się w sobie i posprzątałam na święta i to zachęciło mnie do wyciągnięcia dekoracji świątecznych.  


W tym roku oprócz zasianej rzeżuchy i owsa nie pojawiło się nic nowego. Wykorzystałam to co miałam w domu. Myślę że całkiem nieźle mi to wyszło takie dekorowanie w "5 minut" :)


Dzisiaj popiekłam ciasta na święta, zrobiłam sałatkę - to część mojego wkładu w święta. Ja jestem od słodkości i sałatek, moja mama od mięs i pasztetów. Mam nadzieje że ciasta wyszły dobre bo nie wiem czy tylko ja tak mam ale jak mi zależy na tym żeby wszytko było dobre to nie wychodzi. A dzisiaj jakoś tak zapału nie miałam - taka pozostałość po poprzednim miesiącu (możliwe też że przemęczenie wychodzi) więc jest szansa że ciasta nie okażą się zakalcami.


Babka którą upiekłam w smaku okazała się pyszna więc połowy z niej już nie ma :) liczę że z resztą ciast będzie podobnie.


No dobrze dosyć już marudzenia jutro czeka nas świętowanie i dwa dni wolnego spędzonego w gronie najbliższych, trzeba się tym nacieszyć.


Na koniec kadr na kuchenne dekoracje świąteczne.


Życzę Wam zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych spędzonych w gronie najbliższych, bez zmartwień i trosk.

Ania


poniedziałek, 2 marca 2015

Marzec

Witajcie!!

Czy Wam też tak czas ucieka, nie wiadomo kiedy?

Jeszcze nie dawno mieliśmy święta i Nowy Rok a tu już marzec. Jedyną dobrą stroną tak uciekającego czasu jest to że bliżej do wiosny :)  do jej słoneczka, cieplejszych i dłuższych dni. Nie wiem co się dzieje u mnie z czasem ale mam jego notoryczny brak. Pomysłów do realizacji tyle ale nie ma na nie wolnej chwili. Bo jak się jest w pracy cały dzień i wraca się późno w nocy to tylko wypada się umyć i spać. W wolne dni trzeba ogarnąć trochę dom, ugotować obiad i nadchodzi godzina odbioru syna ze żłobka, a jak on już jest w domu to żadne inne zajęcie nie wchodzi w grę. 


Niestety praca w weekendy ma dobre i złe strony, z przewagą tych drugich. Dobrą stroną jest to że jak mam coś do załatwienia w tygodniu nie muszę brać wolnego. Ale wolałabym spędzić sobotę czy niedzielę w domu z synem i mężem, zwłaszcza że mąż jest w domu tylko na weekendy. 


Ostatnio często mi się zdarza usypiając synka zasnąć z nim, nawet nie wiem kiedy przymyka mi się oko. Człowiek jest po prostu przemęczony, oprócz długich dniówek dochodzi jeszcze dojazd do pracy na co tracę średnio ponad godzinę. Chociaż teraz i tak jest lepiej bo dojeżdżam samochodem a wcześniej jeździłam pociągiem. Komunikacja pociągiem miała tą dobrą stronę że te 25 minut jazdy mogłam poświęcić na czytanie książek, które lubię czytać a teraz niestety nie mam na nie czasu. Szczerze powiedziawszy wolę iść spać i wypocząć niż poczytać, zwłaszcza że kolejnego dnia muszę wstać o 6:45 żeby zebrać siebie do pracy a syna do żłobka. 


Dzisiaj zaczęłam tygodniowy urlop - muszę wybrać zaległy, ale też trzeba odpocząć od klientów i ich problemów. Jak narazie jedyną rzeczą jaką zrobiłam to prasowanie, które już na mnie trochę czekało a że akurat tej czynności nie lubię to odkładam w nieskończoność. Ale kiedyś trzeba to zrobić. Zrobiłam też coś dla siebie czyli odwiedziłam koleżankę no przecież mnie też należy się chwila relaksu zwłaszcza że syn dobrze się bawi w żłobku. 


Oby reszta urlopu była bardziej owocna w pracę, na pewno muszę skończyć bratu etykietki na butelki alkoholu na wesele, bo ono już za 6 tygodni. A ja zrobiłam jak na razie 40 z 300 sztuk. A tu jeszcze winietki na stół i moja planowana niespodzianka dla nich. Trzeba zakasać rękawy i brać się do roboty. Liczę jeszcze że umyje w tym tygodniu okna, tylko ta pogoda oby była ładna, bo jak zimno i nijako to nawet na dwór się nie chce wychodzić. 


Żegnam Was truskawkowym widokiem 

Ania

PS. truskawki tylko ładnie pachniały i wyglądały bo w smaku były niespecjalne, nie ma to jak nasze Polskie słodkie, czerwone truskaweczki. 

czwartek, 12 lutego 2015

święto pączka

Witajcie

Ile pączków dzisiaj zjedliście?
Bo ja jednego dużego:

 
i kilka mniejszych


Będą w ciąży poranne mdłości zwalczałam właśnie pączkami, nie wiem czemu ale bardzo mi w tedy pomagały. Nie jadam ich za często ale najbardziej lubię te z bitą śmietaną i budyniem. A Wy jakie lubicie?


Nadal zapraszam wiosnę do domu, półeczka ma coraz więcej wiosennych akcentów. 



Poprzednio obiecałam Wam że pokażę co kupiłam w stolicy. Na szczęście nie wydałam wiele pieniędzy z czego bardzo się cieszę. Kupiłam sobie szklany pojemnik w którym można prezentować małe dekoracje :), sznurki do wiązania, dwie gałki do mebli z motywem wąsów, ten sam motyw mają pinezki do tablicy korkowej. Kupiłam też tasiemki na drewnianych szpulkach, może zabrzmi to dziwnie ale kupiłam je właśnie ze względu na szpulki, tasiemki to tylko dodatek który na pewno wykorzystam. No i nie mogłam przyjechać z pustymi rękami dla mojego synka kupiłam drewniane puzzle. 


Czas iść spać 
kolorowych snów
Ania

sobota, 7 lutego 2015

no i wróciłam

Witajcie

Już wróciłam :) ale te dwa dni szybko zleciały. Warszawa przywitała mnie takim widokiem:


Zajechałam na miejsce przed 21 zanim dojechałam do hotelu była 22. Wypadało tylko umyć się i spać. Następnego dnia do 17 byłam na szkoleniu a potem wyskoczyłam na miasto. Na którymś blogu widziałam informacje o sklepie TIGER więc postanowiłam go odwiedzić. Co kupiłam pokażę następnym razem. Znów widziałam miasto tylko wieczorem.


W piątek szkolenie skończyło się wcześniej a że miałam wykupiony bilet powrotny dopiero na 19 więc żeby umilić sobie czas oczekiwania wyszłam na miasto ale już nie na zakupy tylko na zwiedzanie. Zaczęłam od panoramy miasta na tarasie widokowym na Pałacu Nauki i Kultury. Nie powiem widok super ale zimno szybko mnie z niego przegoniło :) 


Następnie udałam się ulicami Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście na Stare Miasto. 


"Odwiedziłam" Prezydenta :)


Plac Zamkowy z Zamkiem Królewskim




No i Stary Rynek. 


Miałam na to tylko 2 godziny więc bardzo szybko chodziłam, co czuje do dzisiaj gdyż bolą mnie nogi. Dawno tak dużo i tak szybko nie chodziłam. Ale chyba nie mogłabym mieszkać w tak dużym mieście. Pomimo tego że jest dużo atrakcji ale jest też bardzo dużo ludzi i samochodów. Tak to jest jak człowiek jest przyzwyczajony do ciszy i spokoju :)
Jeśli chodzi o moich chłopaków świetnie dali sobie radę więc nie potrzebnie się martwiłam. Chyba trzeba częściej wyjeżdżać żeby dać im się wykazać.

Pozdrawiam Was
Ania