niedziela, 5 października 2014

Znów ślubne kartki...

Wczoraj byliśmy na weselu mojego kuzyna w Krakowie. Trochę się obawiałam tej imprezy, gdyż musiałam zabrać na nią mojego synka. I mój syn mnie zadziwił ( z resztą nie tylko mnie) bawił się lepiej niż młodzież która na tym weselu była. W rogu sali zorganizowany był kącik z zabawkami dla dzieci (oprócz mojego synka był jeszcze jeden chłopczyk starszy o 3 miesiące) i mały bawił się tam na całego. Jak zaczęła grać muzyka to był pierwszym tancerzem na parkiecie. My z mężem mogliśmy tańczyć i tylko spoglądać co robi, a on albo szalał na parkiecie albo zajmował się zabawkami. Z mamą nie chciał tańczyć najlepiej bawił się sam :)  Jak już się zmęczył to uśpiłam go i położyłam w wózku, nie przeszkadzała mu głośno grająca muzyka. Nie siedzieliśmy długo, po 22 już się zebraliśmy i wróciliśmy do domu ( trochę kawałek mamy do Krakowa). A przy okazji pokażę Wam jakie zrobiłam kartki: 






Pozdrawiam 
Ania

środa, 1 października 2014

Toile de jouy czyli angielska porcelana

Przed weekendem byłam na zakupach i udało mi się upolować w TK Maxie kubeczki Toile de jouy. Kiedyś na allegro widziałam takie kubki ale cena 70 zł plus koszt przesyłki odwiodły mnie od ich zakupu. A że zbieram angielską porcelanę właśnie w różowe (czy czerwone jak kto woli) scenki to zrobiło mi się miło jak mogłam kupić jeden kubek za 12,99. Były niestety tylko dwa do tego w innym kształcie ale cena przyjemna dla portfela plus to że chciałam je od dawna to sobie kupiłam. 


A tu część mojej kolekcji która pomalutku rośnie. Chociaż staram się ograniczać w wydatkach ale za każdym razem jak mi się coś spodoba trudno sobie odmówić. Z takich nietypowych elementów udało mi się zdobyć solniczkę i pieprzniczkę, wazę, kwadratową paterę  oraz maselniczkę, którą kupiłam za 40 zł, do dziś pamiętam cenę chociaż mam już ją parę miesięcy. Ale cena była tak kusząca że nie mogłam się oprzeć. 



Do mnie też zawitała jesień. Kilka akcentów jesiennych mam w kuchni czyli ozdobne dynie. Nie przepadam za jesienią zwłaszcza jak jest zimna i deszczowa. Jak świeci słonko, jest ciepło i można iść na spacer pooglądać zmieniającą się przyrodę to taka jest do przyjęcia. 



A to moja kolejna zdobycz, tym razem zakupiona na starociach - kosz piknikowy. Już od dawna za mną "chodził" to kupiłam go zwłaszcza że kosztował tylko 15 zł. W zestawie są dwa białe, plastikowe talerze oraz sztućce ale czego wymagać za taką cenę. Najważniejsze że ma zamykanie i pasek na ramię do noszenia. 



I dyniowym akcentem żegnam się z Wami

pozdrawiam
Ania


piątek, 19 września 2014

Piaskownica i ogród mojej mamy

Kilka dni temu mój tato skończył piaskownicę dla mojego synka. Piaskownica powstała ze starego plastikowego oczka, tata wykonał obudowę z desek. Miała być prosta a oceńcie jak wyszła. Jest zamykana co jest bardzo pomocne przy sosnach które rosną u nas na placu, bo jest bardzo dużo kolek.  Łatwiej jest je zmieść z pokrywy niż wybierać z piasku. Po rozłożeniu pokrywy stają się ławeczkami do siedzenia. Trzeba ją tylko pomalować żeby zabezpieczyć przed zimą. 



Przy okazji piaskownicy pokażę Wam ogród mojej mamy. Moja mama uważa, że ogród jest zaniedbany a wszystko przez mojego synka. Kiedy ja jestem w pracy mały jest z moją mamą a że mały jest zajmujący to nie bardzo można coś z nim zrobić w ogródku. Chce we wszystkim pomagać, ale jego pomoc wiąże się ze szkodami typu powyrywane kwiatki a jak już zobaczy lampki solarne to rozbiera na części pierwsze. Nie wiem czemu ale każde małe dziecko uwielbia się bawić wodą, więc podlewanie z moim smykiem to jest nie lada wyczyn więc trzeba to robić jak już śpi. Dom w którym mieszkam jest moim domem rodzinnym, tak mieszkam do tej pory z rodzicami. Pomyślicie sobie pewnie że jak można w takim wieku mieszać z rodzicami, no cóż jak się nie ma wyjścia to trzeba. Budujemy się z mężem ale nie jest to takie proste a raczej tanie przedsięwzięcie, chcemy uniknąć brania kredytu by potem spłacać go przez 30 lat. Mieszkać na razie mamy gdzie, więc budujemy się pomału. Dom rodzinny jest duży i mamy swoje nazwijmy to mieszkanie, bo oprócz pokoi mamy osobną kuchnię i łazienkę. Nie ukrywam że jest to wygodne mieszkać z rodzicami zwłaszcza teraz jak wróciłam do pracy, bo przynajmniej mam z kim zostawić mojego syna. Ale wracając do ogrodu są to lata pracy moich rodziców, gdyż wszystko jest wykonane ich rękami. Oczka koło domu mają już ponad 15 lat, oczywiście w między czasie były przerabiane. Jak pisałam kilka postów wcześniej ja nie mam ręki do kwiatków, więc zasługa tego jak wygląda teraz ogród to jest praca mojej mamy. Jak zauważycie tu i ówdzie można znaleźć jakieś starocie, a to stare koło a to żeliwne garki. Mama od zawsze zbierała starocie a teraz przeszło to również na mnie. Ja mam do dyspozycji jak na razie balkon i na nim chomikuje ale może za kilka lat będę mieć już swój ogród, chociaż przy moich zdolnościach będzie w nim tylko trawa ale zobaczymy. No to teraz parę zdjęć ogrodu:








Mam nadzieję że Was nie zanudziłam.
pozdrawiam
Ania

niedziela, 7 września 2014

Trojaczki :)

Oj trochę mnie tu nie było, ale trochę się działo przez ten czas. W ostatnim tygodniu sierpnia usunęłam ósemkę, no i zaczęło się. Nie spodziewałam się tego jak człowiek może spuchnąć. Przez trzy dni wyglądałam jak chomik i to taki wypasiony. Dodatkowo bolała mnie szczęka i niestety do dzisiaj mam szczękościsk co skutkuje tym że mam problem z jedzeniem. Oprócz moich problemów zębowych od 1 września mój syn chodzi do żłobka. Po moim powrocie do pracy nie mam z kim zostawić mojego syna, gdyż obie babcie pracują a nie stać mnie na wynajęcie opiekunki. Synek bardzo przeżywa pobyt w żłobku, mam nadzieje że się przyzwyczai i z czasem będzie lepiej. Jak tylko jestem w domu to spędzam z nim jak najwięcej czasu, dlatego inne rzeczy schodzą na dalszy plan i muszą poczekać na swoją kolej. Udało mi się, jak mój syn już spał, uszyć obiecane króliki dla koleżanki. I tak powstały trojaczki:


Powstał jeden chłopiec i dwie dziewczynki. Mam nadzieję że spodobają się (tak jak poprzedni) nowym, małym właścicielom. 



W planach mam przemalowanie parę rzeczy, ale ten czas dlaczego jest go tak mało. Ale nie narzekajmy, tylko cieszmy się z tego co mamy.

Pozdrawiam na dobranoc

Ania

środa, 20 sierpnia 2014

Skrzynka i inne takie

Zdarzają się większe spotkania rodzinne i komplet sztućców na 12 osób który dostaliśmy jako prezent śluby okazuje się być za mały. W zeszłym roku udało mi się kupić ładne ale tanie sztućce. Skoro sztuka kosztowała złotówkę postanowiłam kupić komplet na 24 osoby. Są to tylko łyżki, widelce, noże i łyżeczki do herbaty (które musiałam zamówić na internecie bo w sklepie się szybko rozeszły) tyle, że  powstał problem z ich przechowywaniem. Przeglądając internet spodobały mi się skrzynki na sztućce ale jak dla mnie ceny za nie trochę za wysokie. Moja mama znalazła kiedyś bloga (zaraziła się oglądaniem ode mnie) gdzie Ala która go prowadzi zrobiła sobie sama taką skrzynkę. Postanowiłam też taką sobie zrobić, ja niestety nie miałam sklejki w swoich zasobach więc musiałam ją kupić. Udało mi się kupić konkretne wymiary zostało tylko pozbijać. Aż taka zdolna jak Ala nie jestem, mi musiał pomóc mój tato żeby wyszło to prosto. Jak to zwykle bywa z moimi pomysłami musiały powstać dwie takie skrzynki jedna dla mnie, druga dla mojej mamy. A tak wyglądają:


Moja jest w białej wersji z czarnymi przetarciami na brzegach. Ma również inne wykończenie na górze, które wycinał mi tata. 




Mama ma wersję pomalowaną bejcą, gdyż taki kolor bardziej jej pasuje do mebli. Mamy skrzynka różni się też tym, że na dole ma listwę a moja nie. 


Mam nadzieje że Ala nie będzie miała mi za złe że skorzystałam z jej pomysłu, a dokładniej że jej post ułatwił mi jego realizację. 

Dodatkowo pochwalę się Wam królikiem którego uszyłam na szybko dla mojej koleżanki - potrzebowała prezentu na urodziny dla 2 letniej dziewczynki ale dopadły ją kłopoty zdrowotne i nie mogła nic kupić. Mam nadzieję że prezent się spodobał :), chociaż chyba tak skoro mam uszyć kolejnego i to z większą ilością ubranek do przebierania. 




Miłego dnia Wam życzę 
a teraz zmykam do pracy

Ania

środa, 13 sierpnia 2014

Wymianka

Jak każde malutkie dziecko także mój syn pije mleczko. Niestety od samego urodzenia musiałam dokarmiać małego mlekiem modyfikowanym, mlekiem ode mnie się nie najadał. Korzystałam i nadal korzystam z mleka w metalowych puszkach, uzbierał się ich już cały worek. Jak każdy "chomik" zostawiam na później bo mogą się do czegoś przydać:). Pod wieczkiem było dodatkowe metalowe zabezpieczenie którego akurat ja nie wykorzystam do niczego ale przeglądając blogi wiedziałam komu mogą się przydać. Kto zna Qrę wie jakie cuda potrafi zrobić z kawałka metalu. Napisałam do Qry jeszcze jak nie miałam bloga z zapytaniem czy chciałaby przygarnąć nie potrzebne mi kawałki metalu. Uzbierało się tego dość sporo więc podzieliłam to na dwie wysyłki, zwłaszcza że z każdym tygodniem dochodziły nowe dekle. No ale jak można wysłać same dekle, więc za każdym razem coś dokładałam od siebie. Pierwszej paczki nie zrobiłam zdjęcia (jeszcze nie myślałam o tym że będę pisać bloga), drugą już tak i pisałam o tym w poprzednim poście. I tak powstała nasza wymianka gdyż Qra również przysłała mi coś wzamian. Otrzymałam 2 przepraszam 3 śliczne szyldziki (trzeci znalazłam podczas robienia zdjęcia, tak dobrze był schowany że nie znalazłam go od razu). 



Oprócz szyldów dołączone były dwa woreczki, kwiat z filcu, mały notesik, mydełko w kształcie motylka i kilka innych drobiazgów, z resztą zobaczcie sami: 



Jeszcze raz dziękuję za śliczne prezenty na pewno je wykorzystam.

Przy okazji pokażę wam kartki ślubne które zrobiłam


pozdrawiam
Ania

niedziela, 3 sierpnia 2014

Moje szycie i balkon w szerszej perspektywie



W końcu udało mi się uszyć wszystkie zaplanowane poduszki na balkon. Trochę mi z tym zeszło, a to brakło materiału, a to brak chęci albo brak czasu. Ale znalazłam chwilę i są uszyte wszystkie. Nie jestem mistrzynią w szyciu na maszynie ale dla moich potrzeb wystarcza. Poduszki są bardzo proste i w jednym kolorze czyli czerwonym. W zeszłym roku kupiłam na wyprzedaży huśtawkę, szkoda tylko że w pomarańczowym kolorze ale tylko taka została. I tak żeby zostać już przy kolorach wybrałam czerwony jako dodatek w postaci poduszek.


Reszta dodatków to wynik wyjazdów na rynek znajdujący się w mojej okolicy. Taras w obecnej chwili jest dla mnie przedłużeniem salonu, dużo czasu spędzamy na nim z synkiem. 


Niestety jak robiliśmy zadaszenie nie zrobiliśmy go na całym balkonie i gdy pada deszcz połowa balkonu jest mokra. Jest to trochę uciążliwe bo nie mogę na tej części nic zostawiać bo od deszczu się zniszczy. Kwiatki też nie mogą stać bo im nie służy za dużo wody - już kilka tak zniszczyłam. Mam nadzieje że uda mi się zrobić resztę dachu jeszcze w tym roku. Poprzestawiałabym trochę inaczej meble żeby było wygodniej. Ale na razie musi zostać tak jak jest. Sami oceńcie...
 




Przy okazji szycia poduszek (w między czasie - a trochę to trwało) uszyłam kilka serduszek. 



Dwa z nich z innymi drobiazgami znalazły już nową właścicielkę i mam nadzieję że się spodobały. 


pozdrawiam
Ania