wtorek, 21 października 2014

Trochę jesiennych dekoracji

Pogoda w kartkę - raz świeci słonko a tu znów pada deszcz. Jak się jest w pracy to nie ma się czasu na patrzenie za okno (zwłaszcza że się go nie ma), natomiast w domu to chętnie by się skorzystało z ostatnich promieni słońca. Kilka dni temu byłam na spacerze z synkiem i nazbierałam liście klonu oraz pączki przekwitniętych róż. Zrobiłam sobie z nich wianek. 


Liście przykleiłam na wikol do styropianowego podkładu ale musiałam owinąć je cieniutką nitką bo nie chciały się przykleić. Różyczki również zrobione z liści, przymocowane do reszty drutem. 


Resztę nie wykorzystanych pączków przekwitniętej róży wrzuciłam do szklanych słoików. A słoiczki postawiłam do koszyczka zakupionego na starociach za kilka złotych. Podobają mi się takie koszyki ale na starociach rzadko można je spotkać.



Tu również starociowy zakup - ceramiczne dynie. Położyłam wcześniej żywe dynie ale niestety pod szkłem zaczęła się robić rosa więc zanim spleśniały wróciły do kuchennego koszyka. 



Miłego dnia 

Ania

poniedziałek, 20 października 2014

Czeko... czeko... czekoladowniki

Czekolada - chyba każdy ma do niej słabość, chociaż nie jadam jej często ale zdarza się zwłaszcza jak mam "zachcioła". A dlaczego o niej piszę ponieważ zrobiłam słodkie podarunki właśnie z czekoladą w środku. Tak znów pokazuję kartki ale cóż poradzę że lubię dłubanie w papierze. I ostatnio tylko na to mam czas. Po powrocie do pracy po urlopie macierzyńskim jakoś tak zdecydowanie mam go mniej a pomysłów w głowie mnóstwo.




Może następnym razem pokaże przemeblowanie w kuchni jakie zrobiłam ale muszę jeszcze zagospodarować jedną półkę. Z resztą to ta półka zmobilizowała mnie do zmian.

Pozdrawiam

Ania

niedziela, 5 października 2014

Znów ślubne kartki...

Wczoraj byliśmy na weselu mojego kuzyna w Krakowie. Trochę się obawiałam tej imprezy, gdyż musiałam zabrać na nią mojego synka. I mój syn mnie zadziwił ( z resztą nie tylko mnie) bawił się lepiej niż młodzież która na tym weselu była. W rogu sali zorganizowany był kącik z zabawkami dla dzieci (oprócz mojego synka był jeszcze jeden chłopczyk starszy o 3 miesiące) i mały bawił się tam na całego. Jak zaczęła grać muzyka to był pierwszym tancerzem na parkiecie. My z mężem mogliśmy tańczyć i tylko spoglądać co robi, a on albo szalał na parkiecie albo zajmował się zabawkami. Z mamą nie chciał tańczyć najlepiej bawił się sam :)  Jak już się zmęczył to uśpiłam go i położyłam w wózku, nie przeszkadzała mu głośno grająca muzyka. Nie siedzieliśmy długo, po 22 już się zebraliśmy i wróciliśmy do domu ( trochę kawałek mamy do Krakowa). A przy okazji pokażę Wam jakie zrobiłam kartki: 






Pozdrawiam 
Ania

środa, 1 października 2014

Toile de jouy czyli angielska porcelana

Przed weekendem byłam na zakupach i udało mi się upolować w TK Maxie kubeczki Toile de jouy. Kiedyś na allegro widziałam takie kubki ale cena 70 zł plus koszt przesyłki odwiodły mnie od ich zakupu. A że zbieram angielską porcelanę właśnie w różowe (czy czerwone jak kto woli) scenki to zrobiło mi się miło jak mogłam kupić jeden kubek za 12,99. Były niestety tylko dwa do tego w innym kształcie ale cena przyjemna dla portfela plus to że chciałam je od dawna to sobie kupiłam. 


A tu część mojej kolekcji która pomalutku rośnie. Chociaż staram się ograniczać w wydatkach ale za każdym razem jak mi się coś spodoba trudno sobie odmówić. Z takich nietypowych elementów udało mi się zdobyć solniczkę i pieprzniczkę, wazę, kwadratową paterę  oraz maselniczkę, którą kupiłam za 40 zł, do dziś pamiętam cenę chociaż mam już ją parę miesięcy. Ale cena była tak kusząca że nie mogłam się oprzeć. 



Do mnie też zawitała jesień. Kilka akcentów jesiennych mam w kuchni czyli ozdobne dynie. Nie przepadam za jesienią zwłaszcza jak jest zimna i deszczowa. Jak świeci słonko, jest ciepło i można iść na spacer pooglądać zmieniającą się przyrodę to taka jest do przyjęcia. 



A to moja kolejna zdobycz, tym razem zakupiona na starociach - kosz piknikowy. Już od dawna za mną "chodził" to kupiłam go zwłaszcza że kosztował tylko 15 zł. W zestawie są dwa białe, plastikowe talerze oraz sztućce ale czego wymagać za taką cenę. Najważniejsze że ma zamykanie i pasek na ramię do noszenia. 



I dyniowym akcentem żegnam się z Wami

pozdrawiam
Ania


piątek, 19 września 2014

Piaskownica i ogród mojej mamy

Kilka dni temu mój tato skończył piaskownicę dla mojego synka. Piaskownica powstała ze starego plastikowego oczka, tata wykonał obudowę z desek. Miała być prosta a oceńcie jak wyszła. Jest zamykana co jest bardzo pomocne przy sosnach które rosną u nas na placu, bo jest bardzo dużo kolek.  Łatwiej jest je zmieść z pokrywy niż wybierać z piasku. Po rozłożeniu pokrywy stają się ławeczkami do siedzenia. Trzeba ją tylko pomalować żeby zabezpieczyć przed zimą. 



Przy okazji piaskownicy pokażę Wam ogród mojej mamy. Moja mama uważa, że ogród jest zaniedbany a wszystko przez mojego synka. Kiedy ja jestem w pracy mały jest z moją mamą a że mały jest zajmujący to nie bardzo można coś z nim zrobić w ogródku. Chce we wszystkim pomagać, ale jego pomoc wiąże się ze szkodami typu powyrywane kwiatki a jak już zobaczy lampki solarne to rozbiera na części pierwsze. Nie wiem czemu ale każde małe dziecko uwielbia się bawić wodą, więc podlewanie z moim smykiem to jest nie lada wyczyn więc trzeba to robić jak już śpi. Dom w którym mieszkam jest moim domem rodzinnym, tak mieszkam do tej pory z rodzicami. Pomyślicie sobie pewnie że jak można w takim wieku mieszać z rodzicami, no cóż jak się nie ma wyjścia to trzeba. Budujemy się z mężem ale nie jest to takie proste a raczej tanie przedsięwzięcie, chcemy uniknąć brania kredytu by potem spłacać go przez 30 lat. Mieszkać na razie mamy gdzie, więc budujemy się pomału. Dom rodzinny jest duży i mamy swoje nazwijmy to mieszkanie, bo oprócz pokoi mamy osobną kuchnię i łazienkę. Nie ukrywam że jest to wygodne mieszkać z rodzicami zwłaszcza teraz jak wróciłam do pracy, bo przynajmniej mam z kim zostawić mojego syna. Ale wracając do ogrodu są to lata pracy moich rodziców, gdyż wszystko jest wykonane ich rękami. Oczka koło domu mają już ponad 15 lat, oczywiście w między czasie były przerabiane. Jak pisałam kilka postów wcześniej ja nie mam ręki do kwiatków, więc zasługa tego jak wygląda teraz ogród to jest praca mojej mamy. Jak zauważycie tu i ówdzie można znaleźć jakieś starocie, a to stare koło a to żeliwne garki. Mama od zawsze zbierała starocie a teraz przeszło to również na mnie. Ja mam do dyspozycji jak na razie balkon i na nim chomikuje ale może za kilka lat będę mieć już swój ogród, chociaż przy moich zdolnościach będzie w nim tylko trawa ale zobaczymy. No to teraz parę zdjęć ogrodu:








Mam nadzieję że Was nie zanudziłam.
pozdrawiam
Ania

niedziela, 7 września 2014

Trojaczki :)

Oj trochę mnie tu nie było, ale trochę się działo przez ten czas. W ostatnim tygodniu sierpnia usunęłam ósemkę, no i zaczęło się. Nie spodziewałam się tego jak człowiek może spuchnąć. Przez trzy dni wyglądałam jak chomik i to taki wypasiony. Dodatkowo bolała mnie szczęka i niestety do dzisiaj mam szczękościsk co skutkuje tym że mam problem z jedzeniem. Oprócz moich problemów zębowych od 1 września mój syn chodzi do żłobka. Po moim powrocie do pracy nie mam z kim zostawić mojego syna, gdyż obie babcie pracują a nie stać mnie na wynajęcie opiekunki. Synek bardzo przeżywa pobyt w żłobku, mam nadzieje że się przyzwyczai i z czasem będzie lepiej. Jak tylko jestem w domu to spędzam z nim jak najwięcej czasu, dlatego inne rzeczy schodzą na dalszy plan i muszą poczekać na swoją kolej. Udało mi się, jak mój syn już spał, uszyć obiecane króliki dla koleżanki. I tak powstały trojaczki:


Powstał jeden chłopiec i dwie dziewczynki. Mam nadzieję że spodobają się (tak jak poprzedni) nowym, małym właścicielom. 



W planach mam przemalowanie parę rzeczy, ale ten czas dlaczego jest go tak mało. Ale nie narzekajmy, tylko cieszmy się z tego co mamy.

Pozdrawiam na dobranoc

Ania

środa, 20 sierpnia 2014

Skrzynka i inne takie

Zdarzają się większe spotkania rodzinne i komplet sztućców na 12 osób który dostaliśmy jako prezent śluby okazuje się być za mały. W zeszłym roku udało mi się kupić ładne ale tanie sztućce. Skoro sztuka kosztowała złotówkę postanowiłam kupić komplet na 24 osoby. Są to tylko łyżki, widelce, noże i łyżeczki do herbaty (które musiałam zamówić na internecie bo w sklepie się szybko rozeszły) tyle, że  powstał problem z ich przechowywaniem. Przeglądając internet spodobały mi się skrzynki na sztućce ale jak dla mnie ceny za nie trochę za wysokie. Moja mama znalazła kiedyś bloga (zaraziła się oglądaniem ode mnie) gdzie Ala która go prowadzi zrobiła sobie sama taką skrzynkę. Postanowiłam też taką sobie zrobić, ja niestety nie miałam sklejki w swoich zasobach więc musiałam ją kupić. Udało mi się kupić konkretne wymiary zostało tylko pozbijać. Aż taka zdolna jak Ala nie jestem, mi musiał pomóc mój tato żeby wyszło to prosto. Jak to zwykle bywa z moimi pomysłami musiały powstać dwie takie skrzynki jedna dla mnie, druga dla mojej mamy. A tak wyglądają:


Moja jest w białej wersji z czarnymi przetarciami na brzegach. Ma również inne wykończenie na górze, które wycinał mi tata. 




Mama ma wersję pomalowaną bejcą, gdyż taki kolor bardziej jej pasuje do mebli. Mamy skrzynka różni się też tym, że na dole ma listwę a moja nie. 


Mam nadzieje że Ala nie będzie miała mi za złe że skorzystałam z jej pomysłu, a dokładniej że jej post ułatwił mi jego realizację. 

Dodatkowo pochwalę się Wam królikiem którego uszyłam na szybko dla mojej koleżanki - potrzebowała prezentu na urodziny dla 2 letniej dziewczynki ale dopadły ją kłopoty zdrowotne i nie mogła nic kupić. Mam nadzieję że prezent się spodobał :), chociaż chyba tak skoro mam uszyć kolejnego i to z większą ilością ubranek do przebierania. 




Miłego dnia Wam życzę 
a teraz zmykam do pracy

Ania